Ponieważ inni mają inaczej, opowiem jak mam ja

19.10.2020 r.

Przede wszystkim nie należy trzeć oczu

Płaczę w miejscach publicznych. Nie bez przyjemności, przyznaję. Tzn. kiedy odkryłam, że publiczny płacz sprawia mi przyjemność, to przestał, ale o tym później. Płakiwałam u fryzjera, kosmetyczki, w Biedronce, w pracy, podczas zajęć na studiach czy w knajpie w środku miasta. Nie żebym to planowała, tak się jakoś składa. Kiedyś płakałam na korytarzu w pociągu i pomyślałam: jak to dobrze, że nie jestem sławna. Nikt mnie nie rozpozna, nie ma siary. Mogę w spokoju być smutna i płakać przy ludziach. Dlatego właśnie zdecydowałam się nie zostać sławną.
O płaczu wiem wszystko. Filmowcy mogą się ode mnie uczyć. Technikę ocierania łez opanowałam do perfekcji. Wiem pod jakim kątem spływają łzy. Wiem jak zachowuje się oko płaczące ze smutku i, w którym miejscu spada pierwsza kropla. Dzisiaj już nie maluję rzęs tuszem, ale w dawnych czasach, kiedy jeszcze to robiłam, nauczyłam się wypuszczać łzy bokiem. Odchyla się w tym celu głowę do tyłu, wolno lecz zdecydowanie mruga, a łzy spływają po bokach twarzy w stronę uszu. Dzięki temu tusz się nie rozmazuje i można później udawać, że się w ogóle nie płakało. Minusem są mokre uszy, ale przecież można je wytrzeć mankietem bluzy. Bluzy, nie swetra, to bardzo ważne, gdyż wełna może podrażnić wilgotną skórę. Bluzę mam zawsze przy sobie, bo po płaczu robi się zimno i fajnie jest się wtedy ogrzać i przytulić do czegoś miękkiego.
Pomalowane tuszem oko ocali od rozmazania także ocieranie rzęs o ułożone prostopadle do nich palce wskazujące. Należy oprzeć włoski rzęs na skórze palców i delikatnie omiatać nimi kości paliczków. Pozostały na palcach tusz rozciera się kciukami, a resztki wyciera w spodnie. Można też zrobić podobnie z chusteczką higieniczną, tzn. wytrzeć w nią mokre rzęsy, ale musi być nieobsmarkana, a o taką bywa trudno.
Kiedyś koleżanka zdradziła mi sposób umożliwiający przemianę łez w gile. Bardzo przydatna umiejętność, gdy jednak potrzebujemy ukryć płacz. Przepis: w celu przemiany zbliżających się łez w gile należy lekko uciskać nasadę nosa (to miejsce między oczami) palcem wskazującym i kciukiem, pochylić głowę do przodu, przymknąć powieki i oddychać przez usta. Napływające do oczu łzy przekierowane zostaną do otworów nosowych i zamanifestują się w nich w postaci rzadkich gili.
Przede wszystkim jednak podczas płaczu nie należy trzeć oczu. To podstawowa zasada. Zdecydowanie lepsze efekty osiągniemy, kiedy pozwolimy łzom swobodnie spływać, nawet kosztem chwilowego zamglenia obrazu.
Muszę przyznać, że cenię sobie skuteczność wypracowanych metod anty i około-płaczowych. Ich praktykowanie pozwala mi poczuć moc mojej zaradności. Przydają się w pracy, w szkole, na wakacjach. Wszędzie tam, gdzie może pojawić się płacz, czyli wszędzie. Także w gabinecie terapeutycznym, tym okropnym miejscu utraty życiowych przyjemności. Straciłam w nim już kilka (np. picie wina w ilościach hurtowych, czy palenie wagonów fajek), ale nie spodziewałam się, że i frajda z publicznego płaczu zostanie mi odebrana. Z zozrzewnieniem wspominam czasy tej słodkiej przyjemności. Dni, kiedy szłam dynamicznym krokiem przez miasto, wiatr rozwiewał mi włosy, a po moich policzkach sunęły łzy smutku i rozpaczy. Momenty kiedy od zapchanego nosa czerwieniły mi się i puchły rozchylone niczym u Anji Rubik usta, a twarz seksownie krzywił dramatyczny grymas. Nic się wtedy nie liczyło. Ja i mój smutek byliśmy nie do zatrzymania. No, ale poszłam na terapię i wszystko się zmieniło. Na zawsze.

P.